Wakacje, nasze wspomnienia

Mając dziewiętnaście lat, pojechałam z Markiem nad morze. Pogoda była wymarzona! Delikatny, letni wietrzyk otulał nasze twarze. Temperatura oscylowała wokół dwudziestu dziewięciu stopni Celsjusza. Po niebie sunął samolot, pewnie transportował podróżników do Włoch, bo leciał w tamtym kierunku.

Zdecydowanie to był nasz dzień, ponieważ byliśmy bardzo szczęśliwi i wpatrzeni w siebie. Ja nie widziałam świata poza nim i przypuszczałam, że mój ideał mężczyzny także. Miał charakterystyczne dołki w policzkach, gdy się uśmiechał. Jego oczy komponowały się z kolorem sklepienia niebieskiego, a włosy pachniały orzeźwiająco. Na pewno używał cytrusowego szamponu do włosów. Trafiło to w moje gusta, ponieważ sama używam cytrusowych perfum. Kupiłam je po zdanej sesji na studiach. Były piekielnie drogie i znacznie nadszarpnęły mój budżet.

Właśnie spędzaliśmy popołudnie, przechadzając się malowniczymi ulicami starego miasta, trzymając za ręce. Marek miał silny, zdecydowany uścisk. Bardzo mi imponował, choć trochę nudziło mnie to, czym się zajmował. Często pracował z domu, nie mając żadnych ustalonych godzin. Jako informatyk, na zarobki nie mógł narzekać. Trafił lepiej niż jego koledzy po fachu, którzy zarabiali w małych lub nawet dużych firmach mniejsze pieniądze niż on. Mój wybranek obsługiwał biura sejmu.

Tuż za rogiem ulicy znaleźliśmy knajpę, do której zdecydowaliśmy się wejść. Jej wnętrze pozostawiało wiele do życzenia, mimo to postanowiliśmy coś zamówić. Pamiętając rady kobiet zajmujących się psychologią i doskonale znających zagadnienia z zakresu wywierania wpływu na ludzi, stwierdziłam, że nie mogę zamówić tego samego, co wybrał Marek. Zapragnął skonsumować befsztyka z trzema rodzajami surówek, dlatego ja wybrałam szaszłyki z dodatkiem sosów. Smakowały wybornie i stanowiły raj dla mojego podniebienia.

Najedzeni ruszyliśmy w dalszą drogę. Było około godziny siedemnastej. Skręciliśmy w następną alejkę, skąd niedaleko było do naszego hotelu. Warto dodać, że tuż po naszym przyjeździe powitała nas bardzo miła kadra pracowników. Zastanawiało mnie wtedy, jak bardzo sztuczne są ich uśmiechy i ile może kosztować nocleg w tym miejscu. Kwestia ceny pozostała tajemnicą, ale musiała być wysoka ze względu na stan wykończenia pokoi.

Kiedy zmierzaliśmy do miejsca naszego tymczasowego pobytu, naszym oczom ukazała się wypożyczalnia sprzętu nurkowego. Marek doszedł do wniosku, że następnego dnia zejdziemy pod wodę i poobserwujemy rafy koralowe. Nie wiedząc, czy taka forma rozrywki przypadnie nam do gustu, stwierdził, że aparaturę lepiej wynająć niż kupić. Zdecydowanie poparłam jego zdanie, gdyż wydawało mi się to bardzo rozsądnym podejściem do kwestii wydawania pieniędzy. Następnego dnia wynajęliśmy sprzęt. Szkoda tylko, że wypożyczalnia sprzętu nurkowego nie uprzedziła nas o konsekwencjach zbyt długiego nurkowania, bo mój luby omal nie zasłabł. To właśnie wtedy dowiedziałam się, że choruje na cukrzycę i wymaga stałej kontroli poziomu cukru we krwi. Na szczęście obyło się bez komplikacji.